Auschwitz-Memento
  • A
  • A+
  • A
Auschwitz-Memento

Józef Szajna, wielki artysta i były więzień niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, mawiał: Inni nie chcą pamiętać, a ja nie mogę zapomnieć. Mam podobny kłopot z pamięcią. Przez ponad dwadzieścia lat poznawałem świat Auschwitz wysłuchując setek opowieści byłych więźniów tego obozu. Z wieloma z nich się zaprzyjaźniłem, towarzyszyłem im w sytuacjach oficjalnych i nieoficjalnych, podążałem za nimi tymi samymi poplątanymi ścieżkami, którymi wiodło ich życie. Ich życie, ich świat stawały się po części moimi. Aż zaczęli znikać, odchodzić na zawsze…

Dziś już nie ma wśród nas żadnego z nich. I nie ma tego ich świata. A ja nie mogę zapomnieć… Podobnie jak Marian Kołodziej, więzień Auschwitz z pierwszego transportu, który do ostatnich dni życia opisywał świat obozu na monumentalnej, wstrząsającej wystawie Labirynty. Klisze Pamięci , którą można oglądać podziemiach kościoła Franciszkanów w Harmężach koło Oświęcimia. To do niej nawiązuje tytuł bloga.

Zapraszam do Labiryntów Auschwitz, do świata, którego już nie ma.

Bogdan Wasztyl

Zrealizowano w ramach programu stypendialnego
Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci
Mistyfikacja

Miał swój azyl. Domek teścia na Sądecczyźnie. Na stromym pagórku porośniętym lasem, gdzieś między Siekierczyną a Falkową. Przyjeżdżał tam, kiedy tylko mógł – na święta, na urlop. Myślał, że osiądzie tam na emeryturze. Jednak na emeryturze musiał się podjąć kolejnej misji – zmierzyć się z komunistyczną propagandą. Jego wieloletnie  badania, dowiodły, że w czasach PRL […] czytaj więcej »

Pasiak w walizce

Widziałem w jesieni 1942 roku wybieranie przez doktora Menele więźniów dotkniętych flegmoną. Byłem wówczas świadkiem, jak na miejsce mającego otwarte rany na nogach Bolesława Olszyńskiego z mojego transportu wysunął się niepostrzeżenie do przeglądu jego syn, ratując w ten ryzykowny sposób ojca. Ilość stojących do przeglądu się zgadzała, numerów nie kontrolowano, więc podstęp mógł się udać. […] czytaj więcej »

Paciorki świętego

Zanim ojciec Maksymilian Maria Kolbe wystąpił na apelu podczas wybiórki na śmierć głodową ofiarując życie za Franciszka Gajowniczka, ocalił Wilhelma Żelaznego. Odwiódł go od zamiaru rzucenia się na druty i podarował różaniec. Żelazny nigdy się z różańcem nie rozstawał. Był on najcenniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek posiadał. Przez prawie pół wieku stał się cząstką jego samego. […] czytaj więcej »

W niewoli świętości

Niewysoki, szczupły, porusza się z trudem, wspierając na lasce. Na pomarszczonej skórze całkiem wyraźny numer: 5659. 93-letni Franciszek Gajowniczek jest jeszcze pełen życia; podaną dłoń zamyka w żelaznym uścisku.  – Żyję, by dawać świadectwo życia – mówi. Umierał 3 razy. Raz – można powiedzieć – zmartwychwstał. * Urodził się 15 listopada 1901 roku w Strachominie […] czytaj więcej »

Powrót do przeszłości

Ich odyseja rozpoczęła się 1 sierpnia 1944 roku, w dniu wybuchu powstania w Warszawie. Właściwie był to jedynie prolog. Na dobre (i złe) wyruszyły dopiero na początku października z obozu przejściowego w Pruszkowie, by po kilku miesiącach zatrzymać się na Kaukazie. Po drodze zgubiły matkę, zdrowie i ojczyznę. Siostry Ludwika i Krystyna Zienkiewicz miały wtedy […] czytaj więcej »

Przedostatnia podróż

Wstał wcześnie rano. Ogolił się, założył odświętne ubranie. Dziesiątki dokumentów i pism procesowych wrzucił do pękatej torby. – To wszystko co mam. Historia mojego upadku – pomyślał. Najpierw pojechał do Ozimka. Zza bramy spojrzał na dom, który kupił przed 38 laty i z którego go wyrzucono. Nie spotkał byłej żony, ani syna. W Kędzierzynie przesiadł […] czytaj więcej »

Bilet do piekła

Stykał się z najgorszym złem. Widział, jak w strasznych mękach umierali koledzy i sam wielokrotnie ocierał się o śmierć. Przebywał w koszmarnych osadach wśród tysięcy kalek po odmrożeniach, z obciętymi nosami, rękami, nogami… I takich ludzi nauczył się kochać, bo innych nie było. Wypowiedział banalną prawdę, że nie to jest ważne, czy ktoś jest biały, […] czytaj więcej »

Diament

Pokazał mi złamany przed laty, nieruchomy palec, przestrzelone ramię i strzaskaną kostkę. W klapie jego marynarki dostrzegłem dwa znaczki – więźnia obozu koncentracyjnego i żołnierza Armii Krajowej.  Powiedział, że przez całe życie walczył i musi wypełnić jeszcze jedną misję. Spotkałem go w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, gdy przyjechał do Polski na wieść o tym, […] czytaj więcej »

Wierzyłem, że żyjesz…
Część trzecia

9  – Długo wyrzucałem sobie, że wyruszyłem do Czerników tak późno, że zwlekałem. Do Cyli też miałem żal, że na mnie nie czekała – przyzna po latach Jerzy Bielecki. W maju 1945 roku przeniósł się do Krakowa. Maturę zdał w III Gimnazjum im. Sobieskiego. Studiował budowę samochodów i ciągników na Wydziale Politechnicznym AGH. Nakaz pracy […] czytaj więcej »

Wierzyłem, że żyjesz…
Część druga

5 21 lipca 1944 roku, piątek. Punktualnie o piętnastej Jurek wychodzi na balkon i podnosi ręce. Potem zgłasza się do SS-Rottenführera Titze z prośbą o zwolnienie na kilkanaście minut. Obiecuje załatwić dla esesmana kiełbasę od kolegów pracujących w rzeźni. Wychodzi z budynku, po czym wchodzi z powrotem od strony rampy rzadko uczęszczanymi schodami. Biegnie na […] czytaj więcej »