Auschwitz-Memento
  • A
  • A+
  • A
Auschwitz-Memento

Tadeusz Niedziela

Biografia
Tadeusz Niedziela

Urodził się 12 marca 1928 r. w Rajsku Budy. Ojciec Augustyn pracował na kopalni w Brzeszczach. Matka Hermina z d. Brecher zajmowała się gospodarstwem domowym.
Tadeusz przed wojną ukończył cztery klasy szkoły powszechnej. Podczas okupacji przez rok uczęszczał do niemieckiej szkoły. W 1940 r. wraz z całą rodziną został przesiedlony do Brzeszcz. Tam mieszkał półtora roku, po czym wrócił do Rajska. W tym czasie włączył się w akcję dożywiania więźniów KL Auschwitz pracujących w Wilczkowicach. Jednocześnie dom państwa Niedzielów stał się jednym z punktów, o które zahaczali uciekający z obozu więźniowie. Tutaj znajdowali schronienie oraz potrzebną pomoc na dalszą drogę. W 1944 r. zatrudnił się w piekarni w Brzeszczach, co dało mu możliwość zdobycia dodatkowych przydziałów chleba.
Po wojnie został skierowany do pracy przymusowej w brygadzie, która odbudowywała Oświęcim ze zniszczeń wojennych. Ukończył szkołę zawodową o profilu handlowym. Służbę wojskową odbył w marynarce wojennej. Pracował w PSS w Brzeszczach i Oświęcimiu oraz w Zakładach Chemicznych „Oświęcim”.

Relacja

Kiedy Niemcy przesiedlili moją rodzinę do Brzeszcz, zaczęliśmy nosić komandom więźniarskim jedzenie do Wilczkowic. Oni tam pracowali przy oczyszczaniu rzeki Młynówki. Mama wraz z babcią Herminą organizowały chleb. Z pomocą przychodził im piekarz Baczkowski.
Dostarczanie żywności odbywało się w ten sposób, że drogą szła kilkunastoosobowa grupa kobiet, która niosła garki z zupą albo paczuszki z żywnościa. Ja im pomagałem przy tym. Ryzyko było wielkie, ale inaczej się nie dało. Esesmanów przekupywało się papierosami albo  kostkami masła. Kiedy więźniowie jedli, można było zamienić z nimi kilka słów. Potem nosiłem jedzenie również dla komand pracujących na polach w Budach, w okolicach Rajska. Moja mama zaś przenosiła grypsy.
W 1942 r. moja rodzina mogła powrócić do swojego domu w Budach. Niestety, pola zostały nam zabrane na potrzeby obozowe. Gotowaliśmy więc w domu zupy, którymi częstowaliśmy więźniów z komanda mierników. Oni przychodzili do nas i posilali się. Prócz mierników przychodził jeszcze do nas wiezień, który mówił, że był przed wojną dyrektorem z fabryki sztucznego jedwabiu w Tomaszowie, razem z nim pojawiało się dwóch Cyganów niemieckich. Pilnował ich esesman, który był odpowiednio przez nich przekupiony.
Udzieliliśmy również pomocy więźniowi Aleksandrowi Baumowi, który uciekł z obozu.
Po wojnie niektórzy więźniowie przyjeżdżali do nas w odwiedziny i z podziękowaniem za udzieloną pomoc. Jeden z byłych więźniów, który pracował jako nauczyciel w Warszawie, stanął ze swoimi uczniami przed moją mamą i wszyscy zaśpiewali jej „sto lat”.

Filmy

Brak filmów