Auschwitz-Memento
  • A
  • A+
  • A
Auschwitz-Memento

Honorata Wawro

z domu:Moroń
Biografia
Honorata Wawro

Urodziła się 2 stycznia1928 roku w Brzeszczach jako jedyna córka Józefa i Anny Moroń. Ojciec pracował na kopalni, matka zajmowała się gospodarstwem domowym. Honorata przed wojną ukończyła cztery klasy szkoły podstawowej, później kontynuowała naukę w szkole niemieckiej. W czasie okupacji w jej domu gotowano zupę, którą potem zanosiła wraz z Czesławem Gawełkiem więźniom obozu koncentracyjnego, którzy pracowali nieopodal ich domu. Ojciec zajmował się przesyłaniem grypsów. Z kolei matka została osadzona w obozie na cztery tygodnie za organizowanie pomocy.

Po wojnie Honorata ukończyła szkołę i rozpoczęła pracę w sklepie GS-u. Zaangażowała się w działalność Koła Młodzieży Wiejskiej „Wici”, organizując co roku dożynki.

Relacja

Chodziłam do szkoły nr 1 w Brzeszczach. Przed wojną skończyłam cztery klasy, a w trakcie wojny i okupacji kontynuowałam naukę. Nauczycielami w szkole byli Niemcy i nie wolno nam było się odzywać po polsku. W bibliotekach nie było polskich książek. Oficjalnie nie wolno było nawet uczyć się polskiego, więc ludzie w ukryciu się uczyli. Nauka niemieckiego tyle mi tylko dała, że potrafiłam się dogadać z niektórymi esesmanami.

*

Nasz dom w Brzeszczach-Nazieleńcach miał być wysiedlony, bo to był pierwszy dom przy granicy ze strefą obozu. Z prawej strony od domu stała tablica lagrowa. Na tablicy była trupia czaszka. Dalej nie wolno było wchodzić, ale my chodziliśmy z żywnością.
Niemcy wysiedlili wszystkie domy wokół nas. Chodzili i znaczyli domy. Czerwony krzyż na domu oznaczał, że jest do wysiedlenia. Ponieważ u nas mieszkał Niemiec, cywil, który kierował całą budową wału, więc i nas zostawili. Słabo mówił po polsku, ale był bardzo uczciwym człowiekiem. Wiedział o wszystkim, co się u nas działo i nie wydał nas. Mamusia w piwnicy gotowała jedzenie dla więźniów, ale przecież czuć było w całym domu. Potem ten wielki kocioł z gęstą zupą zanosiliśmy z Czesławem Gawełkiem więźniom obozu pracującym przy budowie wału. Czesiek był moim dalekim kuzynem, to znaczy jego matka była kuzynką mojej. Jego rodzinę wysiedlono. Starsze córki poszły z rodzicami, a młodsze dzieci zostały w Brzeszczach u dalszej rodziny. Z Czesławem dużo robiliśmy. Był młodszy ode mnie o rok, ale mocny, dobrze zbudowany, więc jakoś dawaliśmy radę.
*
    W aptece w Brzeszczach pracowała pani Bobrzecka. Ona dużo więźniom pomagała. Więźniowie przekazywali tajnymi kanałami, czego potrzebują, a ona zawsze przygotowała dla nich pełną torbę lekarstw, witamin itp. Nam też dawała dla nich lekarstwa, które potem podrzucałyśmy więźniom. Chodziłam do niej z kuzynką, Janiną Szymańską po mężu Fajfer.
Z tą kuzynką odwiedzałam też w domach ludzi, o których wiedziałam, że chcą pomagać więźniom. Dostawałyśmy od nich kartki na żywność, chleb, słoninę… A potem mama przygotowywała z tego posiłki dla więźniów. Pomoc tych ludzi naprawdę dużo znaczyła. Moja rodzina nie mogłaby pomagać więźniom bez ich wsparcia.
W 1942 roku gestapo aresztowało mamę właśnie za pomaganie więźniom obozu. Osadzono ją w obozie kobiecym w KL Auschwitz I. W śledztwie nie przyznała się do niczego i po kilku tygodniach – na szczęście – zwolniono ją do domu. Mimo to mama nigdy nie zaprzestała niesienia pomocy dla więźniów.
Tato pracował w kopalni „Brzeszcze”. Tam również zatrudnieni byli więźniowie i tata zawsze coś dla nich miał. Mama przyszyła mu pod bluzą takie specjalne kieszenie i w tych kieszeniach przenosił jedzenie oraz korespondencję.
W naszym domu odbywały się czasem tajne spotkania więźniów z ich rodzinami. Rodzice pośredniczyli w tych kontaktach. Korzystali z tego ci więźniowie, którzy budowali wał, a także więźniowie z komanda mierników, którzy chodzili po polach i je mierzyli. Pomagaliśmy też więźniom z komanda rybaków, którzy pracowali na pobliskich stawach.
Potem, już pod koniec wojny, ukrywało się u nas w domu kilku więźniów, którzy w styczniu 1945 roku uciekli z marszu ewakuacyjnego tzw. marszu śmierci.

Filmy

Najnowsze