Auschwitz-Memento
  • A
  • A+
  • A
Auschwitz-Memento

Eugeniusz Konstanty

Biografia
Eugeniusz Konstanty

urodził się 17 listopada 1926 roku w Podegrodziu. Ojciec ukończył szkołę wywiadu, był w wojsku austriackim, a później współpracował ze sztabem Piłsudskiego. Po I wojnie otrzymał propozycję objęcia stanowiska w sztabie generalnym w Warszawie. Po powrocie na Podhale organizował 1. Pułk Strzelców Podhalańskich w Nowym Sączu. Był sekretarzem gminy w Podegrodziu. Mama prowadziła siedmiohektarowe gospodarstwo i zajmowała się wychowaniem ośmiorga dzieci. Eugeniusz chodził do szkoły w Starym Sączu, a potem dostał się do szkoły małoletnich pilotów we Lwowie. Po wybuchu wojny ojciec dostał rozkaz i udał się na wschód z papierami administracyjnymi, mama wyjechała do siostry do Świniarska, a Eugeniusz ewakuował się wraz z sąsiadami do doliny pod Stanisławowem. Stamtąd miał zostać zabrany na Węgry, zbiegł z rosyjskiego transportu wywożącego Polaków na Sybir. Podczas okupacji trafił również do niemieckiego transportu jadącego na front wschodni, ale pomogli mu volksdeutsche wykłócając się o jego wolność z oficerem SS. 15 lutego 1942 roku na zawał serca zmarł ojciec Eugeniusza, a niemiecki wójt wyznał, że dobrze się stało, bo inaczej Konstanty i tak by zginął, ale w Auschwitz za kradzież 100 sztuk niewypełnionych dowodów tożsamości.
W grudniu 1944 roku w czasie ewakuacji obozu zginął Kazimierz, brat Eugeniusza ( rozstrzelany w Kamiennej Górze). Po wojnie Eugeniusz trafił do oddziału „Ognia”, nosił pseudonim „Szary”. Po śmierci „Ognia” wraz ze swoim oddziałem złożył broń. Dostał pismo z żądaniem opuszczenia Podhala. Wyjechał na Dolny Śląsk z zakazem powrotu i odwiedzin. W końcu udało mu się wrócić do domu, do dzieci i gospodarstwa. Dwa lata był kierownikiem zespołu pieśni i tańca „Podegrodzie”. Jest prezesem nowosądeckiego oddziału Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Od lat walczy o odkłamanie historii i przywrócenie pamięci i godności „żonierzom wyklętym”.

Relacja

Działałem w przedwojennym harcerstwie w Starym Sączu. Był to bardzo poważny i patriotyczny ruch społeczny. Naszym hasłem przewodnim było – Bóg, Honor, Ojczyzna. Organizowaliśmy rozmaite uroczystości. Na 3 maja mnóstwo ludzi, wszystkie szkoły i urzędy, brało udział w obchodach święta państwowego, które było dla nas czymś nowym. Ludzie byli świadomi, w czym biorą udział.

x

Ludzie nie tylko mówili o wojnie, ale już się do niej przygotowywali. Ojciec udał się na Wschód z papierami administracyjnymi. Taki dostał rozkaz. Mama udała się do siostry do Świniarska. Ja zostałem w domu. Chciałem zobaczyć wojnę. Kiedy jednak sąsiedzi zorientowali się, że jestem sam, zdecydowali, że muszę z nimi wyjechać. I tak znalazłem się w Dolinie pod Stanisławowem.
W Stryju do wagonów towarowych ładowali Polaków i wywozili na Sybir. Uciekłem z rosyjskiego transportu.

x

15 listopada 1939 roku przyjechał tutaj ksiądz prowincjał księży Marianów. Chciał się dostać na Węgry. Ukrywał się przed Niemcami u nas do Bożego Narodzenia. Ojciec trafił do Kasprzyka, który chodził prywatnie na roboty na Węgry. Zobowiązał się go przeprowadzić. Kiedy wrócił opowiedział, co im się przydarzyło.
– Złapała nas słowacka straż. Na szczęście dobrze mówię w ich języku i powiedziałem im, że ksiądz się ukrywa przed Niemcami. Słowacy są katolikami, więc zaraz zadzwonili do biskupa do Bratysławy. Biskup kazał go przetrzymać. Przyjechał po niego i sam go przerzucił.
Po wojnie przyjechał podziękować, a w zeszłym roku podarował mi różaniec, który niestety zgubiłem.
Pierwszą organizację i przerzuty na tym terenie zaczęły organizować obie moje siostry z Józkiem Znamierowskim. Nie śmiało się znać nazwiska kuriera czy adresu. Hasło było zapisane na małym kawałku papieru. Kartkę się targało i dopasowywało dwa fragmenty do siebie, ale tym zajmowali się fachowcy.
Ojciec pracował w wywiadzie i dobrze się w tym wszystkim orientował. Uczył się od niego major Znamierowski. Ludzi przerzucało się na Węgry.

x

Z gestapo, a później z NKWD, współpracowała Porębska. Przyszła tutaj kiedyś do mnie. Wielka „bohaterka”.
– Pani Porębska, proszę powiedzieć, jak to było? Pamięta pani przerzut oficerów na Węgry, kiedy chwycili ich Słowacy i przewieźli do więzienia w Muszynie?
– Tak, to ja ich przeprowadzałam.
– Naprawdę? A jak to było? Ile ludzi wysłałaś do Auschwitz? Ilu przez ciebie zginęło?
Była umówiona na Słowacji z gestapo. Zaprowadziła oficerów do domu, gdzie zatrzymało ich gestapo i przewiozło do Muszyny. Całe szczęście, że w Muszynie był major Znamierowski. Dał jednemu chłopakowi litr wódki i wysłał do klucznika. Klucznik był pijakiem. Kiedy się opił, zabrali mu klucze i wypuścili ich. Czterech przyszło do nas, a piąty zachorował na zapalnie płuc. Choremu ojciec załatwił opiekę w Sączu. Wszystkich przerzuciliśmy później przez Szczawnicę. To był 1940 rok.

x

15 lutego 1942 roku zmarł na zawał serca mój ojciec. Po jego śmierci przyszedł do nas niemiecki wójt, u którego ojciec był sekretarzem. Poprosił mamę do drugiego pokoju i mówi:
– Dobrze, że Konstanty umarł, bo inaczej zginąłby w Auschwitz.
– Dlaczego?
Okazało się, że ojciec ukradł sto sztuk czystych dowodów tożsamości i wypełniał je każdemu, kto się ukrywał.

x

Pod koniec wojny front stał tutaj trzy dni. Główna linia szła przez Brzeźno, Podrzecze i Świniarsko. W Podrzeczu było tylu Niemców, że nie dało się przejechać szosą.
Przed nadejściem frontu Niemcy nas stąd wysiedlili. Tu był sztab niemiecki i radiostacja. Przyszedł jeden Niemiec: – Mówisz po niemiecku? – zapytał. Nie odpowiedziałem.
– Czy ktoś tu rozmawia albo rozumie niemiecki? – zapytał po polsku.
Nikt się nie odezwał. W tym czasie mama i jakieś cztery kobiety skrobały dla nich ziemniaki. Wprowadzają jakiegoś oficera. Był kulawy. Radiostację postawili w drugim pokoju, a antenę wystawili na zewnątrz. Naraz krzyk: – Idzie tyrolska dywizja w białych mundurach.
W końcowym okresie został tu oddział około dwudziestu ludzi. Podpalili dwa domy i na piechotę zaczęli się wycofywać. Potem przyjechał tu rosyjski major. Miał zbadać mosty.
– Pojedziesz ze mną do sztabu rosyjskiego – mówi.
– Ale ja muszę jechać do rodziny.
– Załatwię ci to.
Pojechałem z tym majorem. Nie wiem, ile wódki wypił po drodze.
– Potwierdza, gdzie, jaka część mostu jest wysadzona, gdzie można objechać, a gdzie nie – przekazuje informacje jakiemuś rosyjskiemu generałowi. – Obiecał mi pan oficer informację, czy moja rodzina w Świniarsku przeżyła.
Pojechaliśmy do Świniarska. Cała rodzina przeżyła.

x

Józef Kuraś „Ogień” to był wielki patriota, człowiek oddany całym sercem Polsce. Patriotyzm i walka z Niemcami, a potem walka z komuną traktował jako swoją misję.
W kwietniu 1946 roku spotkałem się z Okrzeją, Orłem, Erwinem i Bażantem. Wszyscy już wiedzieli, że mam kontakt z Ogniem przez Śmiałego. Poszliśmy do Ognia i po rozmowie doszliśmy do wniosku, żeby trzeba utworzyć kompanię. Powstała szósta kompania, której dowódcą był Orzeł, siódmej – Erwin, ósmej – Zenit, a dziewiątej już nie pamiętam. Dogadaliśmy się odnośnie terenów. Ja zostałem w wywiadzie, żeby nie być podejrzanym. Później z oddziału Erwina dwudziestu czterech ludzi wywieziono na Sybir do kopalni uranu. Wrócili do Polski i do pięciu lat wszyscy umarli od tego uranu.
Nikt nie chciał strzelać. Nie sztuką było wystawić karabiny i strzelać. Spotkaliśmy na przykład oddział wojska, który wracał z Orawy. Kapitan chciał z całą artylerią iść do nas, do lasu. Tłumaczyliśmy mu, że to są góry, a artyleria nie ma co u nas robić. Od Zakopanego po Sącz kontrolowaliśmy milicję. W Nowym Targu byli niemal w konspiracji, bo Ogień zagroził, że ich rozstrzela.
Zła opinia o Ogniu to wynik wieloletnich prowokacji i manipulacji UB i propagandy komunistycznej. Po ulicach jeździł czarny samochód, który nazywaliśmy trumną. Jeździli i wybierali sobie ludzi na przesłuchanie, których później wywozili i rozstrzeliwali.
Śmierć Ognia to by dla wszystkich wstrząs. Zdradziła Hanka, która rozbroiła dwóch milicjantów w Krakowie. Ogień ją trzymał dla kontaktów. Wyciągał od niej wiele informacji, ale nie spodziewał się tego, że ona go zdradzi. Po śmierci Ognia przyszedł meldunek. Ja to nazywam meldunkiem, przyszedł tajny szyfrant, żebym na Lubań się zgłosił z moim dowódcą Erwinem. Na miejscu byli ludzie ze skrajanych kompani i wszyscy dowódcy. Tam jeden oficer powiedział: – Rząd w Londynie dał rozkaz rozwiązania wszystkich organizacji.
Po tygodniu czy dwóch ogłoszono amnestię. Doszliśmy do wniosku, że trzeba złożyć broń.
Po amnestii dostałem nakaz od komunistycznych władz, że mam się wynieść na Dolny Śląsk. Nie wolno mi tu było przyjeżdżać. Wróciłem, kiedy wójtem był przedwojenny partyjniak z Naszacowic. Wziął za mnie odpowiedzialność. W końcu miałem tu dzieci i gospodarstwo. Przez dwa lata byłem kierownikiem zespołu pieśni i tańca Podegrodzie.

Filmy

Najnowsze