Auschwitz-Memento
  • A
  • A+
  • A
Auschwitz-Memento

Edward Antolak

Biografia
Edward Antolak

Urodził się 7 września 1925 roku w Rokicinach Podhalańskich. Miał trzech braci i trzy siostry. Wszyscy pracowali na gospodarstwie. Planował zdawać do gimnazjum w Nowego Targu, ale wybuchła wojna i edukację kontynuował dopiero po jej zakończeniu. Ojciec Edwarda wojnę spędził na emigracji w Stanach Zjednoczonych. Małego Edka wojna zaś zastała z obiema złamanymi rękoma, bo na tydzień przed jej wybuchem spadł z drzewa na maszynę rolniczą. 1 września 1939 roku mieszkańcy Rokicin wraz z całym dobytkiem i zwierzętami zgromadzili się pod klasztorem sióstr Urszulanek skąd zaczęła się ewakuacja. Rodzina Antolaków wędrowała przez Mszanę do Kasiny Wielkiej, bywało, że pod ostrzałem niemieckich samolotów. Po dwóch tygodniach tułaczki Antolakowie wrócili do domu, a Edward zaczął pracować w Chabówce przy budowie stacji towarowej. Gdy zaczął się organizować ruch oporu, tworzyli go młodzi ludzie, szkolni koledzy Edwarda. Przystąpił do nich. Do jego zadań należało zapamiętywanie wszystkich transportów kolejowych odchodzących w stronę Nowego Sącza, obserwowanie willi „Tereska” w Rabce, robił też wywiad na grupie Ukraińców pilnujących mostu w Rokicinach, później przeprowadzał ludzi przez Sieniawę i Rokiciny do Raby.
Po zakończeniu wojny i wkroczeniu Armii Czerwonej Edward postanowił kontynuować przerwaną naukę, ale z partyzantami nie stracił kontaktu, nadal spotykali się u niego w domu i tam też przechowywali zapasy masła i maki dla oddziałów leśnych. W 1946 roku, gdy komunistyczne służby bezpieczeństwa rozbiły oddział „Groźnego”, aresztowano również Edwarda. Sąd skazał go na rok więzienia. Po 3 miesiącach udało mu się jednak opuścić więzienie, ale 2 razy w tygodniu musiał się meldować w Urzędzie Bezpieczeństwa w Nowym Targu, potem w Rabce. W 1948 roku został powołany do wojska; dzięki znajomo

Relacja

Ojciec przez długie lata był w Stanach Zjednoczonych na emigracji. W czasie wojny nie było go w Polsce. Mama razem z nami prowadziła dość dużą gospodarkę rolną. Miałem dwóch braci i trzy siostry.
W 1938 roku, a być może już w 1937, pojawiła się jednostka wojskowa, która stacjonowała w Chabówce u Żura. Codziennie ćwiczyli ostre strzelanie niedaleko naszego pastwiska.
– Będzie wojna, będzie wojna – mówili ludzie. – Oni się szkolą. Na pewno będzie wojna.
Pamiętam ludzi, którzy mówili, że bez wojny się nie obejdzie. Przed samym jej wybuchem budowali tutaj linię obronną z zasiekami.
Tydzień przed wybuchem wojny spadłem z jabłoni i złamałem obie ręce. 1 września 1939 roku wyszedłem z domu i usłyszałem warkot samolotów. Nie docierało do mnie, że to może oznaczać ewentualne rozpoczęcie wojny. Zebraliśmy się kolegami i obserwowaliśmy, co się dzieje. Mama wczesnym rankiem poszła do Skawy, gdzie mieszkała jej siostra. Chciała złożyć życzenia imieninowe szwagrowi – Bronisławowi. Tam dowiedziała się o wybuchu wojny. Wróciła z płaczem. W godzinach przedpołudniowych pojawił się młody żołnierz w hełmie. Chodził od domu do domu: – Pakujcie się i przyjdźcie do centrum, pod klasztor sióstr Urszulanek.
Kiedy znaleźliśmy się na miejscu zbiórki, jeden oficer oświadczył: – Natychmiast uciekajcie z Rokicin. Lada moment zacznie się tutaj walka.
Ludzie pędzili z powrotem do domów, zaprzęgali konie do wozów i ładowali najpotrzebniejsze rzeczy. Razem z mamą i rodzeństwem dojechaliśmy w pierwszym dniu do Słomki. Obecnie jest to dzielnica Mszany Dolnej. Tam nocowaliśmy. Około dziewiątej, dziesiątej rano następnego dnia słychać było strzały, paliły się domy. Zjawił się żołnierz z informacją o ewakuacji. Wyruszyliśmy do Kasiny Wielkiej. Po drodze nadleciały samoloty. Strzelano do nas.
Byliśmy w wiosce Niwiska za Rzeszowem. Na wozie, którym uciekaliśmy, były trzy rodziny. Razem osiemnaście osób. W Niwisku koła wozu pękły z przeciążenia. Tam któregoś dnia zobaczyłem na szosie żołnierza na motocyklu. Czytał mapę. Na hełmie miał znak bordowo-czarny. Myślałem, że to żołnierz angielski. Wróciłem do swojej grupy. – Anglicy przyjechali – mówię i opisuję znak, który widziałem na hełmie.
– To nie Anglicy, tylko Niemcy – odezwał się starszy inwalida z I wojny. Nazywał się Wójciak. Poszedł ze mną. Kulał, ponieważ miał amputowane stopy po I wojnie.
– Usuńcie się stąd – powiedział po czesku żołnierz.
– Chodź – powiedział Wójciak. – To Czech z niemieckiej armii.
Do Rokicin wróciliśmy po dwóch tygodniach. Czuć było swąd spalonych domów. Nasz dom rodzinny był cały. Spalił się natomiast nasz pierwszy dom, który mama kupiła w 1938 roku.

Filmy

Najnowsze