Auschwitz-Memento
  • A
  • A+
  • A
Auschwitz-Memento

Czesław Stolarczyk

Biografia
Czesław Stolarczyk

urodzł 16 lipca 1927 roku w Rdzawce koło Rabki. W 1938 roku jako 11-latek zapisał się do harcerstwa i brał czynny udział w uroczystościach państwowych. Po wybuchu II wojny światowej w celu uniknięcia wywózki w głąb Rzeszy na roboty przymusowe, udało mu się załatwić pracę w zakładzie rymarskim w Rabce, gdzie poznał ludzi działających w partyzantce. Wśród nich odnalazł swoje powołanie służbie ojczyźnie i zaczął działać w konspiracji jako łącznik. W 1944 roku w lesie złożył przysięgę, że będzie służył ojczyźnie choćby miał życie swe utracić i otrzymał pseudonim „Guc” oraz medalik z Matką Boską. Nosił listy z Turbacza i Ochotnicy przez Kiczore, Jaworzynę, Kuniny, Koniczki, uważając na posterunki niemieckie w Niedźwiedziu i Porębie, Olszówkę, Rabę Niżną, Luboń, Zarębki, Kasinkę, Węgłówkę do Strzyżyca i z powrotem. Po wojnie został aresztowany przez NKWD, ale udało mu się jednak zbiec, z Chabówki wrócił do lasu, gdzie wstąpił do oddziału porucznika „Ognia”. Swoje miejsce znalazł w 4 kompanii z 6 dowodzonych przez „Ognia” na stanowisku ochrony sztabu, tam zmienił pseudonim na „Głuc”, ale wołali niego „Czujny”. Dwa dni po śmierci dowódcy ponownie został aresztowany, zdjęli i odebrali mu medalik, a on sam stanął przed sądem wojskowym za udział w partyzantce antykomunistycznej. Był sądzony wraz z 38 innymi osobami, w tym dwoma księżmi. Został osadzony w trybie doraźnym w areszcie na Montelupich i skazany na 10 lat więzienia „za przynależność do bandy UPA”, (choć nigdy tam nie był i nikogo z UPA znał). Po opuszczeniu więzienia prowadził zakład rymarski.

Relacja

Chodziłem do szkoły podstawowej, której kierownikiem był pan Chmura z Poznania. Miał radio na baterie. Z mojego rocznika było tu osiemnaście osób. Niechętnych do nauki sprowadzał do szkoły specjalny komitet szkolny. Chodzili po domach i przyprowadzali na zajęcia wszystkich, którzy nie umieli czytać i pisać. W 1938 roku zapisałem się do harcerstwa. Na 3 maja 1939 poszliśmy z harcerstwa do Rabki, gdzie odbywały się wszelkie uroczystości. Każdy dostał jakąś paczkę lub prezent. Wojsko kopało już okopy. A my idąc wołaliśmy: – Jesteśmy silni, zwarci i gotowi. Zadamy śmiertelny cios.
Jeden spośród kierowników naszego harcerstwa młodzieżowego pytał: – A komu?
– Hitlerowi, Hitlerowi, Hitlerowi!
Później chodziliśmy za złomem. Poszukiwania organizował Chmura. Za sprzedany złom kupiliśmy dla armii karabin maszynowy. Z tej okazji odbyły się uroczystości i otrzymaliśmy pozdrowienia od dowódcy.
Chodziły wówczas pogłoski, że w naszych górach mamy wielkie bogactwa. Jeszcze za życia Piłsudskiego sprowadzono geologów, którzy badali tutejszą ziemię. Geolodzy aż do 1939 roku mieszkali na plebani w Klikuszowej. Proboszcz Korczak prowadził z nimi długie dyskusje. W pierwszą niedzielę po wybuchu wojny do Klikuszowej na plebanię przyszło dwóch geologów w mundurach gestapo. Wyprowadzili Korczaka na podwórko i rozstrzelali. To byli niemieccy agenci. Polski rząd, który wierzył w ich dobre intencje, płacił im za badania geologiczne. A oni porobili plany, dzięki którym Niemcy wjechali poprzez Stare Wierchy do Poręby, a z Poręby do Mszany Dolnej.

x

Ostatniego dnia sierpnia 1939 roku – tak to zapamiętałem – w czwartek poszliśmy z kolegą, który już nie żyje, na Górę Piątkową, gdzie były budowane okopy. Napięcie było niesamowite. Wojsko w hełmach chodziło. Idziemy z kolegą – dwunastoletni chłopcy, a tu nad nami pojawił się samolot. Jakimś instynktem padliśmy w grządki ziemniaków. W tym czasie jeden podporucznik Wojska Polskiego golił się u krzyża w Rdzawce i zginął. Przez drewnianą ścianę przeleciał pocisk, który go trafił.
W dzień przed wybuchem wojny mówiono: – Kto chce do lasu niech idzie. Tu będzie gorąco.
Moja rodzina i sąsiedzi wzięli konie i toboły. Uciekaliśmy, ciągnąc za sobą krowy. 1 września byliśmy w Mszanie. Lecą samoloty. Strzelają. Ruch i szum. Wycofywaliśmy się aż do Królówki. Tam: – Halt, halt, halt. Kazali nam zawrócić.
Wracaliśmy. Na miejscu zobaczyliśmy pozabijanych polskich żołnierzy. Poznaliśmy ciężko rannego porucznika i kilku innych. Pochowani są na cmentarzu w Rabce w grobie nieznanego żołnierza.

x

Okupacyjna rzeczywistość. Dla nas, Polaków, nie mogło z niej wynikać nic dobrego. Zaczęły się przymusowe wywózki na roboty do Niemiec. Łapanki odbywały się nocami. Niemcy stacjonowali w Rabce. Chodzili od domu do domu, ale nic im nie odpowiadało. Tu były małe chatki i mieszkania. Dwa duże mieszkania, które miała rodzina poznaniaków – Pilasowie, Niemcy zajęli po ich wysiedleniu.
Powstał Goralenvolk i było kwestia odebrania nowych dokumentów – kenkart. Były „G” – góralskie i polskie. Korman z Chabówki chodził z Niemcami po domach i namawiali do podpisania kenkarty G. Wpisał się na przykład Staszek Dudek i po jakimś czasie wzięli go do niemieckiego wojska. Był na Wschodzie, skąd uciekł. Z niewiadomego mi powodu został aresztowany. Trafił na gestapo do Zakopanego, gdzie go powiesili. Powiesili też wtedy Antka Czyszczonia i Jasia Zająca. Jednego też powiesili tu w Rdzawce na Obidowej. Wisiał cały tydzień. Nie wolno było go ściągnąć z drzewa. Nie wolno było go pochować na cmentarzu, tylko obok kościoła.

x

Jak trafiłem do partyzantki? Najpierw byłem łącznikiem Armii Krajowej. Przenosiłem listy. Moja droga z przesyłkami wyglądała następująco: z Turbacza, z obozowiska partyzanckiego w Ochotnicy, trzeba było wyjść koło Kiczory na Jaworzynę; z Jaworzyny szło się do Kuniny i Kuninek; w Niedźwiedziu i w Porębie było gestapo. Z Niedźwiedzia szło się na Olszówkę do Zarytego, na Zarębki, Węglówkę i do Strzyżyca. Tam był kapitan Wilk, który prowadził myślenicką Armię Krajową. Na Woli Skrzydlańskiej pan Murzyn miał restaurację, gdzie również miała miejsce wymiana informacji
W 1943 roku, żeby mnie Niemcy nie wzięli na roboty, załatwiłem poprzez znajomych do zakładu rymarskiego w Rabce, do Pajora. Całe to osiedle, na którym mieścił się zakład, było akowskie. Ludzie tam byli wspaniali. Serdeczność niesamowita. Niesamowite poświęcenia. Człowiek za człowieka życie by oddał. Niech mnie zastrzelą, byleby on żył.
Ponieważ ciągnęło mnie do lasu, do partyzanckiego życia, w 1944 roku złożyłem przysięgę w święto Matki Boskiej Ludźmierskiej: Przysięgam, że będę wiernie służył choćbym miał życie utracić (…). Tak mi dopomóż Bóg i Matko Boska Częstochowska. Dostaliśmy medaliki do wpięcia. Ja nosiłem go na sznurku na szyi, aż do mojego aresztowania przez Sowietów. Aresztował mnie NKWD-zista z Raby Wyżnej. Zostawili mnie w Chabówce. Miałem tam w milicji kolegę rok młodszego od siebie. Miał dyżur. Edek Masłowski. Edek był w Gwardii Ludowej. Ich obóz był w Porębie. Kiedy mnie wypuścił, musiał sam uciekać. Udałem się od razu do „Ognia” na Buflak. Za mną przyszedł Edek, który później miał pseudonim „Kinder”. Później do Ognia przyłączyło się dwóch milicjantów, którzy mnie aresztowali. Jeden był ze Spytkowic, a drugi z Krościenka.
„Ognia” po raz pierwszy spotkałem w 1944 roku. Byli u niego Jasiu Sral, Koscielniak i wielu innych chłopców z Rabki. Był też ten, któremu Niemcy żonę i dziecko zabili, a dom spalili. Później każdy chciał być u „Ognia”.
U Ognia miałem pseudonim Głód. Potem zmienili mi na Głuc. Nad Ochotnicą była pierwsza Kompania Krościenko Śmigły. Druga Kompania Zakopane porucznik Rysiek, trzecia Kompania Rabka Groźny, czwarta Kompania koło Limanowej, piąta, szósta Kraków. Wszystko było pod „Ogniem”. Stale pisał. Były raporty. Bezpośrednio do „Ognia” przychodzili łącznicy.
Komuniści, kolaboranci sowieccy i ubowcy rozpętali straszliwą kampanię oszczerstw przeciw „Ogniowi”, ich propaganda była bezwzględna, a przecież rzadko można spotkać takiego człowieka, jakim był Ogień. Serdeczny i sprawiedliwy.
Z „Ogniowych” niedobitków Pucuła założył oddział Wiarusy. Był moim kolegą z Rdzawki. Razem chodziliśmy do szkoły. Zginął w Luboniu. Gdyby się nie zabił i wcześniej został zatrzymany, na pewno wywieźliby go na Syberię. Groźny i Bratek zginęli w Bielance. Pochowali ich w Czarnym Dunajcu z drugiej strony muru cmentarnego. W 1947 roku, w czerwcu, Pucuła ze swoimi ludźmi poszedł do Wróblówki zamówić u stolarza trumny. Wybili je papą i zalepikowali. Ja pozałatwiałem wszystko ze Staszkiem Miśkowcem. Sosnowska pozałatwiała wszystko z księdzem i zostali pochowani.
Po śmierci „Ognia” nadal działałem w partyzantce, ale już niedługo. Byłem u „Groźnego” w Trzeciej Kompani razem z Rochem, Kowbojem, Ryśkiem pseudonim „Zielonko” z Nowego Targu i Pucułą. W końcu się ujawniłem. Dostałem jedynie dokument z ujawnienia, ale nie miałem żadnych inych dokumentów. Gdybym miał, pewnie wyjechałbym na Zachód… Nie wyjechałem. Aresztowali mnie po raz drugi, w 1948 roku. Za to, że byłem w oddziałach „Ognia”, ale oskarżono mnie o co innego – o udział w bandach UPA! UPA to byli ukraińscy nacjonaliści, ja nigdy u nich nie byłem, żadnego z nich nie znałem, w Bieszczadach, a nawet w Muszynie nie byłem. Ale jak się chce uderzyć, to kij się znajdzie.
Komuniści zamknęli mnie w więzieniu ze zbrodniarzami, którzy współpracowali z Niemcami. Nie wolno mi było napisać do naczelnika. Miałem adwokata Hieronima Kruka. Był u mnie dwa razy. Mówił: – Proszę pana, niech się pan nic nie martwi. Będziemy wszystko robić. Wyjedziesz sobie na Ziemie Zachodnie na rolnictwo, będzie sobie robił na polu, tam się ożeni…
Montelupich w Krakowie. Cała ulica obstawiona wartą z jednej i z drugiej strony. Prowadzili nas dwójkami. Obok nas szło kilku wojskowych z Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Przyszliśmy do sądu. Trzydzieści osiem osób. Między innymi student Sidłut z Akademii w Krakowie, Skupiński student, kapitan Wilk i dwóch księży. Wielka sala. Sędzia był podporucznikiem. Wojskowy sąd skazał mnie na więzienie za to, że marzyła mi się niepodległa Polska. W więzieniu w Wiśniczu przyszedł rosyjski naczelnik i zerwał nam z szyi medaliki z Matką Boską. Mam ten medalik, ale powiedziałem sobie, że jeśli nie włożą mi go komuniści, to ja go sam nie założę. Później powstała piosenka: Czemu serce tak mocno ci bije, bo ściągają medale ze szyi. Czemu ręka tak mocno ci drży? Rozmaryn, rozmaryn, rozmaryn.
W więzieniu dostawałem pajdkę chleba, a na obiad litr wodnistej zupy. Miałem zakaz przyjmowania paczek. I tak do 1950 roku. Moimi współwięźniami byli profesor Żurek z Krakowa i kapitan Kwaśniewski.

Filmy