PIERWSI W AUSCHWITZ
Część trzecia

Oświęcim 2007, rocznica deportacji pierwszego transportu do Auschwitz. Kazimierz Zając (nr 261) i Bogdan Wasztyl.
Fot. Archiwum Auschwitz Memento

Stacja IX – NUMERY

Józef Stós, numer obozowy 752:

Dolmetscher krąży między stolikami, służąc tłumaczeniem. Baltaziński – były oficer armii austriackiej, ziemianin z miasta Brzeska, patriota – ma nasze zaufanie, to znaczy tej dwudziestoosobowej, zwartej grupy, skupionej wokół niego. Z klasy przedmaturalnej przyjechało nas tu pięciu. Wszyscy aresztowani 3 maja. Ze starszych od nas było dwóch Żydów – adwokat i kupiec. Później, gdy włączono ich do karnej kompanii, Baltaziński dzielił się z nimi bezcennym chlebem.

Kazimierz Albin, numer obozowy 118:

Odbierają nam rzeczy osobiste, strzygą głowy i pozostałe części ciała i kierują do kąpieli.

Kazimierz Tokarz, numer obozowy 282:

Część więźniów od razu trafia do fryzjerów, aby ich ostrzyc do gołej pały. Innych kierują do stolików, gdzie są rejestrowani i jednocześnie wydaje się numery obozowe. Edzio Ferenc dostaje numer 281, ja – 282, Wiesiek Kielar – 290. Inni jarosławianie otrzymują numery: Knara – 410, Staszek Ryniak – 31, Mietek Popkiewicz – 36, Tadek Szwed – 37, Romek Trojanowski – 40, Dzidek Becker – 45.

Kazimierz Albin, numer obozowy 118:

Przede mną stoją brat, który dostaje numer 116 oraz rotmistrz Stachowicz – numer 117; ja mam numer 118. Listę naszego transportu otwiera Stanisław Ryniak numerem 31, zamyka ją Ignacy Płachta z numerem 758.

Jerzy Bogusz, numer obozowy 61:

Tracę nazwisko. Staję się tylko więźniem numer 61. Taki jest zamysł – dla nich nie jestem już człowiekiem, mam być bezwolnym numerem bez tożsamości.

Józef Stós, numer obozowy752:

Jako ostatni zostajemy zmuszeni do zarejestrowania się . I tak: 746 – Tadeusz Ekioes, wyższy urzędnik browaru okocimskiego, 747 – Adam Dernoga, nasz drużynowy, harcmistrz, 748 – Mietek Zięć, klasa przedmaturalna, 749 – Józef  Baltaziński, kierownik powiatowej służby rolnej, 750 – Józef Stankiewicz, sędzia, 751 – Feliks Gurgul, klasa przedmaturalna, 752 – Józef Stós, klasa przedmaturalna, 753 –  Kazimierz Brzeski, inżynier agronom. Dalszych pięciu to prawdopodobnie ci, którym nie udało się zarejestrować przy stolikach 1 lub 2 z uwagi na wyczerpanie posiadanych tam numerów. Rejestracja przebiega względnie spokojnie, bo bez czynnego udziału głównych oprawców. Jakby chwila oddechu dla wszystkich, tak dla zasapanych „zielonych” recydywistów ( numery 1 do 30),  jak i esesmanów z psami.

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

W ciągu tych paru godzin robią z nas nędzarzy – okaleczają, łamią nie tylko nasze ciała, ale i niejednego ducha. Wszyscy, nawet ci najbardziej wytrzymali, zaczynają tracić nadzieję na przetrwanie w warunkach, jakich „próbki” przyszło nam dziś doświadczyć. Tyle cierpień przeżyło się w więzieniu po to, aby tutaj skończyć w tak okrutny sposób…

Józef Stós, numer obozowy752:

Po zarejestrowaniu się przychodzi wreszcie kolej na słynną „grochówkę”. Spore kawały słoniny pływają w zawiesinie grubej warstwy tłuszczu. Efektem tej uczty jest rozstrój żołądka, zwłaszcza po głodówce w więzieniu tarnowskim. Skutki – przepełnione pojemniki w salach.

Eugeniusz Niedojadło, numer obozowy 213:

Potem będą nas raczyć już tylko zupą „avo”, wstrętną lurą, składającą się z wody, mąki żytniej, mielonych kości i cybuchów cebuli. W pierwszy dzień wielu z nas doznaje torsji po jej zjedzeniu. Po tygodniu będzie już dla wygłodniałych największym przysmakiem.

Oświęcim, budynek Monopolu po wojnie.
Fot. Archiwum PMA-B
Marian Kołodziej (nr 432).
Fot. Archiwum Auschwitz Memento

Stacja X – NOC

Józef Stós, numer obozowy752:

Dwa pomieszczenia (po jednym z każdej strony klatki schodowej) otrzymują pojemniki do zbierania nieczystości. Jedna kondygnacja zostaje przeznaczona do spania. Spanie na podłodze, na słomie – „mierzwie”. Dojście wyznaczają deski ustawione sztorcem. Szerokość dojścia trochę mniejsza od długości najmniejszego buta.

Kazimierz Zając, numer obozowy 261:

Zapędzają wszystkich na górę, do pomieszczeń zasłanych słomą. Nakazują paść na słomę i nie ruszać się. Przy tych wszystkich obrzędach krzyczą i biją w straszny sposób.

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

Podzielono nas na mniej więcej jednakowo liczebne grupy, wpędzając do wyznaczonych pomieszczeń. Zastanawiam się, jak przetrzymamy noc w tej niewielkiej izbie. Blokowy gasi światła. Leżymy w ciemności, w nieopisanej ciasnocie bez możliwości jakiegokolwiek ruchu. Zaduch panujący w izbie tamuje oddech – okien nie wolno otwierać.

Kazimierz Tokarz, numer obozowy 282:

Rozmawiać nie wolno pod karą bicia. Noce są straszne. Ludzi tak natłoczono na sali, że leżeć można tylko bokiem. Okna pozamykane. Gdy ktoś się zbliży do okna, zaraz strażnik strzela.

Eugeniusz Niedojadło, numer obozowy 213:

Nie dano nam pić. Na korytarzu prowokacyjnie ustawiono kotły z ziołową herbatą. Pokusa jest olbrzymia, ale jeden łyk równa się karze śmierci. W sali, w której przebywamy, panuje niesamowity zaduch. Spędzamy bezsenną noc. Nasze myśli krążą wokół kotła z herbatą. Jak zdobyć odrobinę płynu? W końcu większość nie wytrzymuje. Nie licząc się z konsekwencjami, więźniowie rzucają się na kocił i wyciągają w dłoniach ożywczy płyn. Ruch koło kotła ściąga uwagę załogi SS. Słychać krzyki i wystrzały

Kazimierz Albin, numer obozowy 118:

Budzi mnie przeraźliwy gwizd. Ruch w budynku i głośne „aufstehen” podrywa mnie na nogi. Półprzytomny sznuruję buty, gdy kapo wpada do celi i ryczy „alles raus”.

Józef Hordyński, numer obozowy 347:

W sali pojawia się Oberscharführer Palitzsch z kilkoma esesmanami. Wszyscy muszą się zerwać i stanąć na baczność. Ci, którzy się spóźnią, są bici i kopani po nerkach. Palitzsch rozkazuje kilkakrotnie paść i powstać, biegać z jednego kąta sali w drugi. W pokoju nie można złapać powietrza i nic nie widać w kurzu, powstałym ze słomy.

Palitzscha boją się wszyscy panicznie. Jego donośny głos ścina krew w żyłach i przynosi zawsze zapowiedź batów. Gdzie spojrzą dzikie oczy, rozlega się krzyk bólu pod uderzeniami pięści i bata.

Kazimierz Albin, numer obozowy 118:

Wypadamy, tłocząc się i tratując wzajemnie w korytarzu i na schodach, gdzie czają się esesmani, tłukąc kijami przebiegających więźniów. Tym razem udaje mi się. Nie zostaję nawet draśnięty. Najwięcej dostaje się tym na tyłach, najdłużej narażonym na furię kapo i esesmanów.

Jerzy Bielecki (nr 243).
Fot. Archiwum Auschwitz Memento

Stacja XI – SPORT

Kazimierz Albin, numer obozowy 118:

Kotłuje się na placu apelowym. Ćwiczymy zbiórkę blokami. Na komendę biegamy do szeregów, słabsi padają pod uderzeniami kijów, podnoszą się kopani przez kapo i esesmanów i starają się znaleźć na czas miejsce w szeregu. Wśród oszalałych z bólu i strachu więźniów przewala się jak burza olbrzymi kapo numer 30, Leo Wietschorek, który uderzeniami potwornie silnych łap zbija z nóg najsilniejszych. Padamy i wstajemy dziesiątki razy, aż do utraty sił. W tumanach kurzu, zlany potem, czuję, że jeszcze trochę i nie podniosę się na nogi.

Kazimierz Zając, numer obozowy 261:

Musztra niemiecka. Za małe spóźnienie w wykonaniu jakiegoś zwrotu lub czegoś innego, bicie, a potem wszyscy muszą biegać, skakać tzw. żabkę, w półprzysiadzie lub w tym półprzysiadzie stać kilka godzin w słońcu. Pot oblewa całe ciało, płuca z trudem chwytają powietrze.

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

Dreszcz przechodzi mi po plecach, gdy dostrzegam, że każdy z oprawców bierze masywny kij. Pada komenda: – Hinlegen! Auf! Padnij! Powstań! – i tak z dziesięć minut, bez przerwy.

Nietrudno sobie wyobrazić, co dzieje się w środku ustawionego ciasno kilkusetosobowego oddziału. Do krwi rozbijamy sobie nosy i twarze, wybijamy butami zęby, z braku miejsca walimy się pokotem na jedną, wielką kupę. Chaos, jaki przy tym powstaje, sprzyja użyciu pałki albo bykowca. Kapowie i esesmani, jak wściekłe psy, rzucają się na upatrzone ofiary, depcząc leżących po głowach.

Kazimierz Albin, numer obozowy 118:

Kniebeugen, hipfen, rollen oraz kaczy chód w przysiadzie. W normalnych warunkach to ćwiczenia gimnastyczne wyrabiające kondycję i siłę zawodnika. Dla nas są one wyniszczające i wręcz mordercze. Za kolumną postępują kapo, którzy kopniakami w żebra i podbrzusze „pomagają” maruderom podnieść się. Zemdlonych polewają wodą, a po doprowadzeniu do przytomności stawiają pod murem w przysiadzie.

Kazimierz Tokarz, numer obozowy 282:

Po musztrze wprowadzają gimnastykę. Padnij – powstań, padnij – powstań w tempie zaprawy sportowej. Biegi z podskokami w przysiadzie, tzw. hipfen, turlanie się całym ciałem z jednego końca placu na drugi, tzw. rollen, nagłe zrywy i szybkie biegi przez cały plac. Są też wyrafinowane ćwiczenia: stanie w półprzysiadzie na palcach nóg i trzymanie w rękach ciężkich taboretów.

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

Kiedy już większość bez rozkazu zaczęła padać na ziemię, tratowana nogami wylękłych współtowarzyszy a stosowanie potrzaskanych już pałek przestało odnosić skutek, pada rozkaz czołgania się po ziemi. Pełzam, jak tylko mogę, pomiędzy dziesiątkami ruchliwych nóg, unikając potrąceń i kopnięć; gęsty, dławiący kurz tamuje oddech. Znów podrywają nas do biegu, znów „padnij i czołgaj się”! – i tak w kółko.

Kazimierz Tokarz, numer obozowy 282:

Ćwiczenia muszą być wykonywane dokładnie i skrupulatnie, bowiem na źle ćwiczącego sypią się kary chłosty i bicie pałami. Taka gimnastyka trwa codziennie do południa i po południu aż do wieczornego apelu.

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

Nowa forma udręki – „rollen”. Walcowanie własnym ciałem zakurzonego placu. Przy tym ćwiczeniu szyki rwą się całkowicie, zamęt rośnie do nieopisanych rozmiarów. Już nie wiadomo, jaki jest główny kierunek tego diabelskiego „młyna”. Powoli zaczynam zatracać poczucie miejsca i czasu, wszystko to wydaje się jakimś nieprawdopodobnym, nierealnym snem. Nieczuły na straszliwe zmęczenie, oszołomiony biciem i nieludzkim pragnieniem jak automat powtarzam wszystkie czynności wykonywane przez towarzyszy.

Józef Stós, numer obozowy752:

Toczenie się dwóch grup w przeciwne strony. Zderzanie się i przetaczanie przez siebie było najgorsze.

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

Szubrawcy leją wodę pełnymi wiadrami na omdlałych, ale nam, upadającym z pragnienia, nie dają nawet kropli. Nie wiem, jak długo może trwać ta orgia, czas staje dla mnie w miejscu. Zdumiony jestem tylko, że ruszam się jeszcze, że myślę, że nie leżę tam, pod budynkiem, przy ścianie.

Józef Stós, numer obozowy752:

Cztery tygodnie trwa tak zwany „sport”. Jest to ponad ludzką wytrzymałość na pewno. Odpoczynkiem jest marsz ze śpiewem, a wcześniej sam śpiew.

Marian Kołodziej, numer obozowy 432:

Jeden z dni nauki języka niemieckiego, a właściwie słuchania rozkazów i meldowania się. Znudzony oficer, uznawszy, że nie dość sprawnie nam ta nauka wychodzi, rozkazuje – za karę – wdrapywać się na drzewo, wykrzyczeć sto razy poprawnie wyuczony meldunek: „Nummer vier, drei, zwei meldest sich gehorsam!”. Z dziesiątkami wrzeszczących pokonuję przeszkody byle wyżej i dalej od szalejących, kąsających psów. Za mną trzask łamiących się gałęzi, wycie wilczurów, rechot rozbawionych żołdaków i kapów, jęki spadających.

Eugeniusz Niedojadło, numer obozowy 213:

Pierwsze dni obozowe wypełnione są nauką niemieckich piosenek. Za każde najmniejsze uchybienie urządzają nam sławetny „sport”. Dotkliwie cierpimy głód. Całodniowe przebywanie na słońcu, połączone z wyczerpującymi ćwiczeniami, dziesiątkuje nasze szeregi.

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

Kapowie zastanawiają się, od jakiej to pieśni rozpocząć naukę śpiewu, wreszcie dochodzą do wniosku, że zacząć trzeba od „awangardowej” pieśni „Im Lager Auschwitz war zwar” – „Byłem więc w obozie Auschwitz”.

Kazimierz Albin, numer obozowy 118:

Przez kilka godzin uczymy się piosenki, którą śpiewamy w marszu. Nauka śpiewu w języku niemieckim wypełniała każdy wolny czas.

Józef Hordyński, numer obozowy 347:

Ludzie, którzy nie umieją czasem ani słowa po niemiecku, przez kilka minut muszą się nauczyć tekstu niemieckich idiotycznych piosenek-marszy i śpiewać z całych sił, gdy spieczonych ust już prawie otworzyć nie mogą. A ciągle jest „za cicho”, za wolno, nierówno, fałszywie i powtarza się znowuż biegnij, padnij, czołgaj się i żabki.

Marian Kołodziej, numer obozowy 432:

Nikt się do człowieka nie zwraca inaczej jak przekleństwami: „ty psie”, „ty świnio” – te są najbardziej łagodne. Człowiek czuje się przez to upodlony i to upodlenie postępuje bardzo szybko. Tak to zaplanowali nasi oprawcy.

Tarnów 2005. Od lewej: Bogdan Wasztyl, Janusz Młynarski (nr 355) i Eugeniusz Niedojadło (nr 213).
Fot. Archiwum Auschwitz Memento

Ciąg dalszy nastąpi…