PIERWSI W AUSCHWITZ
Część druga

Józef Stós (nr 752) i Bogdan Wasztyl. Fot. Archiwum Auschwitz Memento

Stacja V – MARSZ

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

Skoro świt poderwano nas na nogi. Ustawianie i przeliczanie setek trwało ze trzy kwadranse. Liczono nas już pewnie po raz czwarty, gdy od śródmieścia dobiegł szum nadjeżdżających samochodów, a potem zgrzyt hamulców i trzask zamykanych drzwiczek. Na placu ukazał się oficer w asyście gestapowców. Przeliczono nas znowu, ale teraz posypały się już kopniaki i uderzenia. Nie wiedzieć skąd poszły w ruch bykowce, ten nieodłączny atrybut władzy „narodu panów”.

Motocykl wolno potoczył się ulicą, w ślad za nim ruszyło czoło kolumny. Szedłem w trzeciej lub czwartej setce. Razem było nas ponad siedmiuset. Pochód wił się wśród ulic jak długi wąż; czynił przy tym nieodparte wrażenie gnanego do rzeźni stada. Krzyki żandarmów przycichły trochę, lecz nie ustały bynajmniej. Ludzie szli poważni i przygnębieni. Byli wśród nas tarnowianie. Im chyba było najtrudniej.

Eugeniusz Niedojadło, numer obozowy 213:

Wczesnym rankiem 14 czerwca 1940 roku wyludnionymi ulicami miasta przesuwał się w milczeniu pochód skazańców. Zapowiadał się dzień piękny i upalny. Wielu więźniów kroczyło w zimowych ubraniach, zostali, bowiem aresztowani przed paroma miesiącami, gdy jeszcze panował chłód. Pochodzili z różnych stron krakowskiego, rzeszowskiego, Śląska, mieli za sobą już więzienie i przesłuchania w gestapo, bicie i głód.

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

Choć trasa naszego marszu wciąż była pusta, jakby wiodła przez kraj umarłych, gdzieniegdzie w oknach domów dało się dostrzec ukryte za firankami twarze. Spłoszone znikały szybko, aby po chwili znów się ukazać.

To przygnębione terrorem miasto głęboko przeżywało wyjazd naszego transportu. Niejedna matka opłakiwała syna, niejedna żona – męża, niejedno dziecko – kochanego tatusia. Ludzie płakali…

Kazimierz Tokarz, numer obozowy 282:

Tu i ówdzie pootwierały się okna. – Zamykać okna – wrzeszczeli nasi konwojenci. I strzelali. Grad pocisków karabinowych sypał się w okna.

Eugeniusz Niedojadło, numer obozowy 213:

Zarządzono „szperę” zapowiadając, że wyglądający przez okno będą zastrzeleni. Widzieliśmy poruszające się w oknach firanki. Jeszcze do dziś mam przed oczami obraz matki usiłującej podać mi przez kordon żołdaków spod znaku SS paczkę z żywnością. Pamiętam pięści zaciskające się bezsilnie na widok brutalnego odpędzania kolbą drogiej mi istoty.

Kazimierz Tokarz, numer obozowy 282:

Po niecałych dwóch godzinach marszu osiągnęliśmy cel. Na rampie kolejowej stał pociąg osobowy.

Eugeniusz Niedojadło, numer obozowy 213:

Najgorsze dopiero nas czeka. Niebawem zostaniemy pozbawieni swoich nazwisk i otrzymamy numery obozowe. Wśród nas wielu młodych, niektórzy mają gimnazjalne kurty. Niemcy dobrze wiedzą, że chcąc zniszczyć naród, nie należy zapomnieć o młodzieży. Ona właśnie zasilała stan osobowy pierwszych uwięzionych w Auschwitz.

Stanisław Ryniak (nr 31), pierwszy zarejestrowany polski więzień KL Auschwitz na terenie byłego obozu.
Fot. Archiwum Auschwitz Memento

Stacja VI – DROGA

Józef Stós, numer obozowy752:

Ładują nas bardzo elegancko, do wagonów osobowych specjalnego pociągu. Wagony trzeciej klasy,  pulmany. Obsługa zajmuje miejsca przy wejściach. Ciepło, słonecznie.

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

Powoli, bez pośpiechu wdrapujemy się do wagonów. Wewnątrz zaduch. Okna zadrutowane a szyby spryskane z zewnątrz warstwą wapna. Udaje mi się wcisnąć pomiędzy siedzących towarzyszy, następni muszą siadać już na podłodze. Wkrótce w bocznym korytarzyku biegnącym wzdłuż wagonu ustawiaja się żandarmi – jeden naprzeciw każdego przedziału.

Kazimierz Albin, numer obozowy 118:

Jest nas po dziesięć osób w przedziale. Liczna eskorta sadowi się na korytarzu przy drzwiach każdego z przedziałów. Na końcu pociągu wagon z gestapowcami, na którym ustawiono karabin maszynowy z obsługą. W drodze strasznie cierpimy. Obowiązuje zakaz otwierania okien, jest duszno i gorąco, pragnienie wydaje nam się nie do zniesienia.

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

Po kilku godzinach w kwadracie uchylonej szyby majaczą wieże Krakowa, a w kilkadziesiąt sekund później obok torów ukazują się mury pierwszych kamienic. Z sufitu, jak od pieca hutniczego, bucha nieznośny żar. Spękane wargi łakną choć kropli wody. Język przysycha do podniebienia. Cóż bym dał teraz za odrobinę jakiegokolwiek płynu.

Eugeniusz Niedojadło, numer obozowy 213:

Jest chyba południe, bo słychać hejnał z wieży mariackiej. Na dworcu wielki transparent głoszący, że Paryż padł. Czy to możliwe?

Kazimierz Tokarz, numer obozowy 282:

Pociąg przystaje na dworcu w Krakowie. Wyglądamy przez okno, choć to surowo zabronione. Miasto odświętnie udekorowane hitlerowskimi flagami, które zwisają z gmachów. Pytamy żandarmów, jakie to święto? Paryż padł. Wojna z Francją skończona.

Józef Stós, numer obozowy752:

Muzyka w głośnikach na peronach. O godzinie dwunastej wiadomości. Paryż padł! Paryż padł? Nawet jeśli to prawda, to przecież Paryż, to nie cała Francja.

Kazimierz Albin, numer obozowy 118:

Megafony dworcowe rozbrzmiewają melodyjnymi marszami żołnierskimi. Nagle muzyka milknie i wśród kompletnej ciszy rozlega się  donośny głos spikera: Paryż zdobyty! Pod nami zapada się ziemia. Przecież cały naród wierzył w potęgę Francji.

Od lewej: Jeremi Nieśpielak, Kazimierz Piechowski (nr 918), Bogdan Wasztyl i Józef Hordyński (nr 347).
Fot. Archiwum Auschwitz Memento

Stacja VII – CISZA

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

Kilka godzin później ukazuje się nam płaski dach stacyjnego peronu, a duża tablica z napisem obwieszcza, że jesteśmy w „Auschwitz”. Hamując, pociąg wtacza się na jakiś boczny tor i zatrzymuje przy betonowym płocie, odgradzającym stację od przyległej ulicy.

Józef Stós, numer obozowy752:

Stacja Auschwitz. Po kilkunastu minutach postoju jedziemy dalej. Szyny zardzewiałe. Pociąg przesuwa się powoli. Zgrzyta, szarpie, klinuje się na starych torach.

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

Koła wagonu wolniutko toczą się naprzód. Parowóz nie przyspiesza, pociąg posuwa się najwyżej z prędkością idącego człowieka. Szyny zgrzytają coraz głośniej na podobieństwo starej, niesmarowanej machiny. Podłoga wraz ze ścianami wagonu drży jak w febrze, wywołując niemiłe wrażenie. Cóż to za stare tory, na które skierowany został nasz transport?

Trwa to z dziesięć minut, zanim hałaśliwe odgłosy ucichną a pociąg znieruchomieje zupełnie.

Józef Stós, numer obozowy752:

Jakaś dotychczas nieużywana bocznica kolejowa. Pociąg wreszcie staje. Przekonani, że na nocny postój, z ogromnym zdziwieniem patrzymy na obraz za oknem. Za ażurowym ogrodzeniem na drewnianych słupkach napięte druty kolczaste, bujna trawa na łące i grupa stojących, leżących w czarnych czapkach lub granatowych beretach, takichż marynarkach i spodniach w pasy – jacyś „marynarze”.

Pociąg nieznacznie się przesuwa. Ściana tynkowa murowanego obiektu. Niesamowita cisza, trochę denerwujący czas wyczekiwania. Cisza. Nadal nic się nie dzieje. Cisza.

Kazimierz Tokarz, numer obozowy 282:

Widzę stojących po obu stronach toru kolejowego esesmanów, uzbrojonych w pistolety maszynowe, trzymających potężne psy wilczury.

Eugeniusz Niedojadło, numer obozowy 213:

Mam przed oczami obraz stojących za drutami kolczastymi esesmanów, przebranych w pasiaki niemieckich kryminalistów, ponumerowanych od 1 do 30. Pamiętam ich podwinięte rękawy, wytatuowane bicepsy i drągi ściskane w dłoniach na widok pierwszych ofiar.

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

Pod samym oknem przedziału rozlega się mocny, gardłowy krzyk:  – Loos! Przygotować się do wysiadania!

Józef Stós, numer obozowy752:

Nagle: Raus! Krzyki, huk pospiesznie odmykanych drzwi. Zaczyna się! Wrzaski, krzyki, razy, bicie, szczekanie psów!

Stacja VIII – RAMPA

Kazimierz Tokarz, numer obozowy 282:

Wysiadamy na prawą stronę, a tu esesmani tłuką nas pejczami gdzie popadnie – w głowę, plecy, nogi. Wilczury warczą i szczekają; chcą nas dopaść.

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

Wokół uwijają się niemieccy funkcjonariusze, każdy z bykowcem lub pałką w dłoni. Łudząco przypominają gestapowców. Na okrągłych, wysokich czapkach lśnią złowieszcze znaki trupiej czaszki. Niektórzy gapią się, stojąc wyczekująco na uboczu. Butna postawa, rozstawione szeroko nogi i ręka wsparta na biodrze – potęgują wrażenie. Duże kabury z ciężkimi pistoletami obciążają pasy. Mundury, które noszą, mają kolor zielony, a czarne naszywki na kołnierzach błyszczą stylizowanymi znakami SS.

Kazimierz Tokarz, numer obozowy 282:

Dlaczego tak biją? Dlaczego?! Co robić? Jak się zachować? Skoro biją, to trzeba uciekać na drugą stronę stojącego pociągu. Robimy w tył zwrot do wagonu. Wysiadamy po drugiej stronie. Tu też biją. Psy dobierają się do naszych nóg.

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

Biją po twarzach, po głowach, plecach i rękach. Kopią w brzuch, w nerki, w golenie nóg. Chodzą wolno pomiędzy wyprężonymi na baczność, sterroryzowanymi strachem więźniami, jak głodne sępy szukając ofiar swych sadystycznych instynktów. Co chwilę dochodzą głuche odgłosy uderzeń zmieszane z jękiem maltretowanych. Bukowe kołki jak cepy raz po raz unoszą się w górę.

Słabsi jak cięte kłosy padają gęsto na ziemię, aby z kolei znaleźć się w zasię­gu okutych butów gestapowców, kopiących gdzie popadnie. Krew, mieszając się z kurzem, plami koszule i bluzy maltretowanych ofiar.

Dopiero się zaczęło, a już niektórzy z więźniów nie są w stanie stać o własnych siłach. Więzienie, głód, brak wody i bicie sprawiły, że ludzie ci, niegdyś zdrowi i silni, są u krańca wytrzymałości fizycznej.

Józef Stós, numer obozowy752:

Na placu z drugiej strony ustawione karabiny maszynowe, a przy nich umundurowani żołnierze leżący na ziemi. Bicie, a głównie tych, co podnoszą kapelusze z ziemi. Wreszcie, ustawienie kolumny marszowej, po pięciu. Pejcz – jedyny skuteczny tłumacz!

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

Stoimy piątkami w kolumnie. Przed nami kompleks masywnych, szaro otynkowanych budowli, składający się z kilku pojedynczych bloków. Jeden z nich, bodaj największy, przylega do toru kolejowego całą długością wąskiej rampy. Na prawym skrzydle okazały budynek podobny do pierwszego, ale usytuowany poprzecznie. Na wprost obramowany wysokim ogrodzeniem z kolczastego drutu, zamykającym rozległy plac o kształcie dużego prostokąta, rzucał się w oczy dwupiętrowy blok. Opodal, na uboczu żywo odcina się od otoczenia jasny oddział ustawionych w dwuszereg ludzi; pasiaste, biało-niebieskie bluzy, długie, szerokie spodnie i granatowe, okrągłe czapki upodabniają ich do marynarzy.

Stanisław Białas, numer obozowy 311:

Zauważam mężczyzn w dziwnych, pasiastych strojach i czapkach okrągłych, marynarskich. Niebawem okaże się, że to nasi kapo, niemieccy więźniowie, bandyci i zwyrodnialcy.

Kazimierz Tokarz, numer obozowy 282:

Ci dziwni ludzie mają kije, którymi bijąc na lewo i prawo, formują nas w piątki i przeprowadzają przez bramę na plac.

Józef Stós, numer obozowy752:

Przeliczanie i marsz. Kierunek „marynarzy”, którzy teraz, krzycząc, nie żałują razów. Kolumnę ustawiono na polnej drodze, biegnącej równolegle do budynków. Maszerujemy.

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

Niemcy ustawiają się wąskim szpalerem w niewielkich od siebie odległościach. Każdy trzyma w ręku gruby knypel, tu i tam uderzając nim o cholewy wyglansowanych butów. Niecierpliwią się coraz wyraźniej.

Pierwszy rząd truchtem rusza w stronę rozstawionego szpaleru. Uderzenia sypią się znów jak grad na karki oszołomionych ludzi. Dotychczasowe traktowanie nas było igraszką w porównaniu z tym, co następuje teraz. Bici padają na ziemię i, zrywając się, pędzą w panicznym strachu do przodu, by z kolei dostać się pod zmasowane ciosy oprawców szalejących w rozstawionym szpalerze.

Kazimierz Albin, numer obozowy 118:

„Marynarze” na bluzach i spodniach mają zielone trójkąty, a pod nimi numery od 1 do 30. Znów rozpętują prawdziwe piekło. Krzepnąca krew brunatną mazią skleja nasze mokre od potu włosy. Twarze opuchnięte i zbite, głowy porozbijane, odzież podarta. Niektórzy brudnymi rękoma osłaniają głębokie, krwawiące rany. Młodemu chłopcu, podpieranemu przez litościwego sąsiada, ciekną z oczu łzy.

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

Ludzie, osłabieni i zrezygnowani, reagują coraz to obojętniej na wszystko, co dzieje się dookoła. Z determinacją poddają się okrutnemu losowi, wyczuwając, że jakikolwiek odruch samoobrony jednoznaczny jest z natychmiastowym wyrokiem śmierci. Tych, co padają, z wysiłkiem dźwigają towarzysze. Nie słychać skarg, ani aktów rozpaczy.

Józef Stós, numer obozowy752:

Oprawcy są żądni ludzkiego upodlenia. „Przyjęcie” naszego transportu przy rozładunku wagonów przez 30 oprawców z zielonymi winklami jest dobrze przygotowane i wyreżyserowane. Udaje im się nas zaskoczyć, zastraszyć, podporządkować sobie. Może i w jakimś stopniu upodlić…

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

Tych trzydziestu pasiastych „marynarzy” ma pełnić nadzorcze funkcje kapów i blokowych w oświęcimskim obozie. Od tej hołoty w przyszłości zależeć będzie życie lub śmierć każdego z uwięzionych. Jako element przestępczy i zbrodniczy wyselekcjonowani zostali spośród więźniów obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. Przeraża nas ta świadomość, bo już wiemy, że doskonale znają swoje rzemiosło.

Kazimierz Zając, numer obozowy 261:

Napis nad bramą brzmi „Lager II”. To jest tak zwana „Kwarantanna”.

Józef Stós, numer obozowy752:

Brama dwuskrzydłowa. Drut kolczasty na ryglowanej konstrukcji. Po lewej stronie bramy na wysokości oczu zamocowana tabliczka z napisem „KWARANTANNE II”. 14 czerwca 1940 roku w godzinach popołudniowych, po zaskakującym rozładunku pociągu, w kolumnie marszowej przekraczamy bramę kwarantanny. Ponownie ustawiają nas jako jedną kolumnę i przeliczają po dziesięć rzędów. Ledwo stoimy.

Janusz Młynarski, numer obozowy355:

Wpędzają nas wszystkich za druty i ustawiają w szeregach po dziesięciu, bijąc po twarzach i plecach pięściami i kolbami karabinów oraz szczując psami policyjnymi.

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

Wnoszą na plac niewielki stolik i ustawiają go na wprost stojącej kolumny. Podchodzi oficer z twarzą krogulca. Nazywa się Palitzsch. Staje na blacie stołu rozstawiając szeroko nogi. Na placu zalega grobowa cisza. Oficer przemawia donośnym głosem: – Na rozkaz Reichsführera SS i Policji, Himmlera – tłumaczy na polski wyznaczony więzień – zostaliście tu skierowani do pracy dla Wielkiej Rzeszy Niemieckiej. Pamiętajcie, że to obóz koncentracyjny, a nie sanatorium – mówi z ironią, ale szczerze. – Porządnie pracujący więzień może tu przeżyć trzy miesiące, kombinator lub złodziej przeżyć może nawet i dłużej, ale odradzam takich praktyk. Jeśli są tu księża i Żydzi, daję im trzy tygodnie! Znajdziecie tu na każdym kroku dobrą i troskliwy opiekę. Ale – podkreśla na zakończenie – droga na wolność prowadzi stąd tylko przez komin! A jak się to komuś nie podoba, może od razu iść na druty! – kończy, wskazując ręką w stronę kolczastego ogrodzenia.

Kazimierz Tokarz, numer obozowy 282:

O obozach koncentracyjnych wiedziałem coś niecoś, a mianowicie to, że władze hitlerowskie osadzały tam przeciwników politycznych Hitlera. Ale nigdy mi przez myśl nie przeszło, że Auschwitz to nowy obóz koncentracyjny dla polskiej inteligencji, trzonu naszego społeczeństwa.

Jerzy Bielecki, numer obozowy 243:

Po apelu Palitzsch wywołuje z kolumny jednego z więźniów – wysokiego mężczyznę znającego dobrze język niemiecki. Będzie on pełnił funkcję tłumacza pomiędzy władzą obozu a więźniami. Wielu serdecznie zazdrości mu tego awansu do chwili, kiedy już wkrótce z jakiegoś powodu otrzyma niezłe lanie. Za jego pośrednictwem przekazują nam, że zostaniemy ostrzyżeni, wykąpani i otrzymamy obozowe numery. Nie bardzo rozumiemy, o jakie numery chodzi.

Józef Stós, numer obozowy752:

Baltazińskiego oficjalnie mianują Dolmetscherem. Przy jego pomocy wybierają trzech biegle mówiących po niemiecku i piszących na maszynie oraz trzech innych więźniów. Dolmetscher Baltazińaski wyrokuje: Mietek i Józek; ja zaś dopowiadam – Felek. Nas sześciu esesman zabiera do pomieszczenia w piwnicy, która wkrótce stanie się zalążkiem magazynu – Effektenkammer. Ustawiono tam w rzędzie, w znacznej odległości od siebie, trzy stoliki z maszynami do pisania i skrzynkami z numerami. Do najdalszego od wejścia – z najniższymi numerami zaczynając od 31 – przydzielono Mietka. Felkowi przypadł środkowy z pośrednimi, a mnie trzeci – z końcówką. Mamy odebrać i odnieść, układając pod ścianą na posadzce, walizkę czy jakieś zawiniątko z numerem. Każdy zarejestrowany odbiera dwa wydrukowane na białym płótnie, jednakowe numerki a trzeci kładzie na bagażu. Rozdają nam numery od 31 do 758 włącznie. Wszyscy mamy czerwone trójkąty, które oznaczają, że byliśmy Polakami.

Janusz Młynarski, numer obozowy355:

Jeden z oprawców zaczyna kolejno wywoływać nazwiska więźniów. Wywołani biegną do drzwi budynku. Tutaj wyczekują na nich ci w pasiakach i przyjmują ich biciem, a następnie pędzą do piwnic, gdzie trzeba oddać wszystkie pakunki i rzeczy prywatne, zostawiając tylko jedno ubranie, to na sobie. Potem wszystkim strzygą włosy, dają do ręki karteczkę z numerem, rejestrują.

Ciąg dalszy nastąpi…